Historia procesów Czarownic w Polsce

Czary, diabły i niefortunna kolejność zdarzeń

Procesy czarownic, czyli brutalne w skutkach kampanie strachu i próby usprawiedliwienia tego, co niezrozumiałe. Pierwsze wydanie Młota na Czarownicę pojawiło się w XV w. Dominikański inkwizytor Heinrich Kramer napisał książkę, która później miała stać się podręcznikiem dla tropicieli czarownic. 

Kim były owe czarownice? 

Były to kobiety oskarżane o korzystanie z czarnej magii lub pakty z diabłem. 

A tak naprawdę? 

Czarownicą mogła być kobieta, której sąsiadom w tym roku się nie powodzi. Osądzane za wywoływanie chorób, niedostatecznie bogate plony lub pozbawianie otoczenia płodności. Gdy jedynym dowodem były relacje świadków, w grę musiały wejść przesłuchania. A zeznania oskarżonych wymuszano torturami. To właśnie Młot na Czarownice opisał i uporządkował zestaw tych procedur. Kramer, możliwe we współpracy z Jacobem Sprengerem, wylistował znaki, na jakie należy zwrócić uwagę w kontaktach z innymi ludźmi, w celu wytropienia czarownic. Opisał też procedurę prowadzenia przesłuchań, a w istocie torturowania podejrzanych. Przy czym warto wspomnieć, że oczywiście kobiety, choć w ogromnej większości, nie były jedynymi ofiarami procesów. A Polska, pomimo reputacji państwa bez stosów, też ma swoje za uszami. 

dedalus.pl, ,,Młot na Czarownice”

To jak to w końcu było?

Polska, XVII i XVIII w. Szczyt polowania. Początki natomiast pojawiły się nieco wcześniej, bo pierwsza ofiara została skazana za czary w 1511 r. w Chwaliszewie. Niestety nie przetrwał żaden zapis na temat imienia lub nazwiska kobiety, zapamiętanej w historii jako Staruszka z Chwaliszewa. Czary oficjalnie pojawiły się również w Konstytucji z 1543 r. Zapis miał rezerwować prawo do korzystania z czarów sądom kościelnym, z zastrzeżeniem prawa do rozpoczęcia procesu przez sądy świeckie, gdyby skutki czarów były dla kogokolwiek szkodliwe. To w zasadzie ten zapis stał się zapalnikiem historii procesów czarownic, jaką znamy. Pierwszy przekład Młota na Czarownicę pojawił się w 1614 r. i zamiast wiernego przekładu, tłumacz Stanisław Ząbkowic, ułożył nam mozaikę z wybranych, co ważniejszych fragmentów. Chociaż za ostatnią czarownicę uważa się Barbarę Zdunk, spaloną na stosie w 1811 r. w Reszlu, prawda jest taka, że kobieta pierwotnie została skazana za podpalenie. Na wyrok czekała trzy lata. Podczas tych trzech lat była gwałcona przez mężczyzn, a przed spaleniem została uduszona przez kata, w ramach aktu łaski. Najprawdopodobniej była osobą o niepełnosprawności intelektualnej. Zdecydowanie nie była ani legendą, ani maskotką. Barbara Zdunk była ofiarą okrutnej przemocy. 

Spalenie czarownic na stosie w Derenburgu, 1555 r. 

Nowe i Jezioro Czarownic

Nowe, to małe kociewskie miasto położone nad Wisłą. Jego nadwiślański klif jest szczególnie doceniany przez miłośników lotu na paralotni. Niepozorne miasto o niewielkiej ilości mieszkańców (około pięciu tysięcy), może zaoferować Wam piękne miejsca na spacer, przepyszne eklerki w cukierni Radzimowskich, Zamek Krzyżacki oraz… Jezioro Czarownic! Są powody, żeby domniemać, że to tam w Nowem topiono czarownice. Pośród różnych znanych prób, tam główną była próba wody, nazywana inaczej pławieniem czarownic. Gdy związana ofiara się topiła, była czyszczona z zarzutów. Natomiast, gdy ciało unosiło się na wodzie, uznawano ją za czarownicę. Państwowe archiwum w Bydgoszczy przechowuje protokoły procesów, dotyczących łącznie 27 świadków: 25 kobiet i 2 mężczyzn. Ich imiona i nazwiska są nam znane. Ich cierpienie nie zostało wymazane. Przypominając, celem sądów było uzyskanie jasnego przyznania się do winy przez oskarżonych. A to najczęściej nie kończyło się na samym zaprezentowaniu narzędzi tortur.

Urząd Gminy Nowe, facebook.com 

CIEKAWOSTKA

Artemisia Gentileschi

Wielka włoska malarka i kobieta, przekłuwająca swoje cierpienie oraz siłę w sztukę. Kobieta o ogromnej mocy. W wieku 17 lat została zgwałcona przez znanego wtedy malarza, obecnie pamiętanego jedynie w cieniu własnej zbrodni. Aby udowodnić, że mówi prawdę, sąd zmusił ją do przyjęcia tortur. Uważano, że tylko jeśli przejdzie przez każdą z brutalnych prób, można brać jej słowa jako prawdę. Udało jej się.

Cena oczyszczenia

Innymi znanymi nam próbami była oczywiście próba ognia, polegająca na przypalaniu części ciała. 

Próba igły polegała na kłuciu miejsc na ciele z nietypowymi znamionami lub będącymi w jakiś sposób znieczulone. Za oskarżonych uważano ludzi, którzy po ukłuciu nie odczuwali bólu lub kiedy nie pojawiała się krew. 

Rozciąganie na drabinie jest kolejną, jedną z najbardziej znanych metodą wydobywania zeznań. Najpierw wypadały stawy barkowe, potem następowało rozerwanie mięśni i ścięgien. 

Sądy potrzebowały informacji, kto i kiedy kontaktował się z diabłem lub brał udział w sabatach. Kto i kiedy używał czarów oraz w jaki sposób zaszkodziły one społeczności. 

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez Małgorzatę Pilaszek, pomiędzy rokiem 1501 i 1794, wytoczono co najmniej 867 procesów w Polsce. Oznacza to, że pierwsze szacunki opiewające o nawet 15 tysięcy ofiar są, na całe szczęście, najprawdopodobniej zawyżone. 

Pławienie czarownicy (domena publiczna), wielkahistoria.pl 

Polskie Salem

Państwo bez stosów? Nie w Doruchowie. To właśnie tamtejszy proces osiągnął taki szczyt brutalności, że najprawdopodobniej przyczynił się do zakazu sądzenia za czary. 15 sierpnia 1775 r. czternaście kobiet zostało skazanych na tortury bez uznania wyroku przez sąd wyższej instancji. Po torturach zostały spalone na stosie. To oburzyło ludzi. Protestowali. Jednak na tym się nie skończyło. Jeden z mieszkańców przyprowadził na miejsce zbrodni trzy córki kobiet, które straciły życie w wyniku tych oskarżeń. Pan Stokowski wychłostał ich dzieci, zabijając jedną z córek, a dwóm innym odbierając zmysły z bólu. Dlaczego? Ponieważ jego żona udała się z wielkim kołtunem we włosach do Znachorki, która uznała, że odpowiedzialne za to są czary jednej z mieszkanek. Za pomocą plotek i obgadywania, udało się dołożyć do tej historii trzynaście kolejnych czarownic, które zdaniem towarzystwa musiały współpracować przy rzuceniu czaru. 

Konstytucja sejmowa z 1776 r. zakazała wymierzania kary śmierci za czary. 

I co?

Myślę, że historia powinna być pamiętana i powtarzana dalej. Nie tylko ta, ale też każda inna. Bo wszystko to, co było, doprowadza nas teraz do pewnych wniosków. Jestem pewna, że po przeczytaniu tego tekstu każdy ma swoje przemyślenia. Ja chcę tylko powiedzieć, że nauczenie się na błędach jest najlepszym sposobem na przywrócenie ofiarom sprawiedliwości. Nie mamy już stosów i innych tego typu narzędzi tortur, ale czasami i tak za szybko wychodzimy z oskarżeniami. Używamy ostrych słów i osądzamy bez procesu. Teraz jest to jeszcze prostsze niż kiedykolwiek wcześniej. A tak naprawdę, jest to nam zupełnie do niczego niepotrzebne. 

Umiesz liczyć? Licz na siebie. I patrz na siebie, nie na innych. 

Źródła

Czarownice z Doruchowa. Ostatni proces o czary w Polsce, tenpoznan.pl
„Czuję, że na tamten świat idę…”
Procesy czarownic w dawnej Polsce, historiaposzukaj.pl, Katarzyna Ogrodnik-Fujcik
Jezioro Czarownic – Nowe, kociewie24.eu
Konstytucja 1543 r. i początki procesów o czary w Polsce, Michael Ostling (Toronto), Odrodzenie i Reformacja w Polsce, XLIX 2005 PL ISSN 0029-8514
W Poznaniu chcą upamiętnić pierwszą kobietę straconą w Polsce za czary, dzieje.pl, Anna Jowsa
Ostatnia czarownica? Kim była Barbara Zdunk, culture.pl, Marcelina Obarska
131. Artemisia Gentileschi: Jak piep***ła PATRIARCHAT?, Nie-winna Sztuka, Marika Szwal.

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *